118 godzin i 89 lądowań później…
3 Sierpień 2011
Czas szybko leci… zauważyliście to zapewne także Wy (po braku wpisów i nie tylko…). Także mnie ciężko uwierzyć, że latam już od ponad 6 tygodni. W tym czasie – jak w tytule widoczne – zdążyłem wylatać 118 godzin na Airbusie, “wykonać” 89 lądowań (w cudzysłowie, gdyż nie wszystkie w moim wykonaniu, ale wszystkie one mi się liczą jako lądowania do logbooku jako że to już operacje Multi-pilot – wszakże obowiązkowa załoga w Airbusie to 2 osoby…).
Nie wiem dokładnie ile już mil przeleciałem, ale jeżeli przyjąć, że w ciągu godziny średnio robi się ok. 300-400 NM to pokonałem taki dystans, jakbym przeleciał raz dokoła Świata.
Pasażerów trochę ‘przewiozłem’ (mój rekord wynosi obecnie 216 osób – i tutaj zagadka – jak to możliwe, kiedy Airbusy A321 Swissa mają 200 siedzeń? – czekam na propozycje
). I nie jest to żart, naprawdę tyle było dusz na pokładzie…
Łącznie w mojej bardzo młodej karierze odwiedziłem już 18 destynacji – od Barcelony poprzez Wiedeń, Berlin (Tegel), Ateny, Kos, Brukselę, Londyn (Heathrow), Malagę, Sztokholm, Paryż, Niceę, Istambuł, Palmę i kilka innych. Lądowałem w silnym deszczu, w nocy, w burzy, trafiła nas błyskawica (tzn. nie dosłownie nas a nasz lewy silnik). Udało mi się ładnie posadzić samolot na pasie, ale zdarzyło mi się także dość konkretnie wylądować (w sensie “przywalić”
– także kto tylko z pasażerów (a na pokładzie przypadkiem był nawet sam szef Lufthansy…) z tyłu samolotu drzemał, wiedział, że dotarliśmy do celu
.
Już raz zdążyło zabrzmieć w kokpicie głośne “GO AROUND” i odchodziliśmy na drugi krąg – było to we Wiedniu, kontroler (zapewne też się dopiero szkolił) za mało nas odseparował od poprzedniego samolotu – i stąd musieliśmy podejście wykonać raz jeszcze… robi to naprawdę wrażenie, kiedy w pełnym ciężkim A321 silniki ‘dostają rozkaz’ od FADECa (Full Authority Digital Engine Control) i nagle z owych 50% obrotów (które ‘kręcą’ podczas podejścia) muszą szybko przyspieszyć do pełnej mocy – piękny dźwięk
… no i ten dynamiczny ruch dźwigni do przodu i świadomość, że właśnie posyła się jakieś 500 – 800 kg paliwa na spalenie… wspaniale!
Nauka trwa cały czas: praktycznie każda minuta uczy mnie czegoś nowego: zdobywam kolejne doświadczenie, nowe umiejętności a także widzę inne sposoby na osiągnięcie tego samego celu; każdy kapitan jest trochę inny – choć wszystkich ich łączy duże doświadczenie oraz ścisłe trzymanie się naszych procedur. Nie mniej, bądź jednak każdy pracuje trochę inaczej, stąd też mówi się czasem o ‘kopilotach’, że muszą być jak kameleony
– dopasować się do stylu pracy danego kapitana.
Nie brak też pięknych momentów: widok Mont Blanc wieczorową porą, przelot prawie nad samym jego wierzchołkiem, poranna kawa nad chmurami, Pireneje oświetlone wschodzącym Słońcem… ostatnio miałem okazję startować w Nicei na Wybrzeżu Lazurowym – na wysokości 130 m pochylam skrzydło na prawą stronę (tak jest “nakazane” w SID czyli Standard Instrument Departure) – w tym momencie widzę błękit morza po mojej prawej, a skrzydło niemalże dotyka tafli wody, po której suną luksusowe motorówki…
Nightstopy – nocowania poza bazą, czyli w moim przypadku poza Zurychem to okazje do zwiedzenia miasta lub jego okolic, choć muszę przyznać, że zbytnio nie miałem jeszcze tej możliwości. A to dlatego, iż albo byłem za bardzo zmęczony i kładłem się spać (także po to, by następnego dnia być wypoczętym), albo preferowałem czas przeznaczyć na naukę i powtórzenie co poniektórych rzeczy, wychodząc z założenia, że jeszcze nie raz będę nocował w danym miejscu. Tak więc Wiedeń, Paryż, Genewa, Londyn i Ateny muszą jeszcze poczekać
. Zresztą czasem zabytki widać z okna pokoju hotelowego jak np. w Atenach:
Choć czasem pozwalam sobie również na małe przyjemności tak jak np. w Atenach – kiedy to zrobiłem sobie mini wakacje leżąc przy basenie przy 32 stopniach i ciesząc się pogodą
. Lub w Londynie delektując się kuchnią hinduską
.
Obecnie mam za sobą już 7 rotacji; pierwsze trzy były ze specjalnym kapitanem instruktorem oraz dodatkowym FO. Po tych 3 rotacjach zostałem dopuszczony do tzw. Two Men Ops: nadal latałem ze specjalnym kapitanem (choć już trochę ‘mniej specjalnym’) ale nie było już dodatkowego F/O.
Po następnych trzech rotacjach zdałem tzw. Line Check – czyli wymóg Urzędu Lotnictwa Cywilnego i podług prawa spełniam już wszelkie wymogi i standardy i mogę latać ze ‘zwykłymi’ kapitanami. Nie mniej bądź jednak Swiss szkoli mnie dalej, przede mną jeszcze tzw. Final Check, po którym zostanę oficjalnie mianowany First Officer (obecnie w systemie jestem jeszcze jako Second Officer) i wtedy dopiero skończy się okres nauki i tzw. Line Introduction. Zatem jak widać sporo już za mną, jeszcze trochę przede mną.
Czas powoli kończyć, jutro kolejne 5 dni “pracy” przede mną (z czego chcąc-niechcąc aż 4 dni poza domem: w pokojach hotelowych w Londynie, Genewie oraz w Rzymie…).
Flying, Swiss made.
Piotr
[pod poniższym cytatem mogę się podpisać obiema rękoma
]
“The worst day of flying still beats the best day of real work”




![GS 549... czyli 1016 km/h :-) [względem ziemi] GS 549... czyli 1016 km/h :-) [względem ziemi]](http://flyingswissmade.files.wordpress.com/2011/08/dsc02961.jpg?w=460&h=307)

Czuje, ze to A321 nalezacy do corki-spolki Edelweiss
Nie do końca choć na dobrym tropie: samolot należy do SWISSu, choć lot wykonany dla Edelweiss na znakach Edelweiss. Zatem nie zmienia to faktu, że fizycznie nadal tylko 200 siedzeń…
Albo A321 Swiss caly w klasie ekonomicznej
Nie tędy trop
Fizycznie było 200 miejsc; rozwiązanie leży gdzie indziej…
No to juz chyba wiem
200 pax + 16 infantow?
Jezeli nie to, to juz pojecia nie mam hehe
Gratuluję!! 198 dorosłych oraz 18 tzw. infantów czyli niemowląt (dzieci poniżej 2 roku życia).
Gratuluję rozwiązania!
Dziekuje bardzo
Jestem zadowolony, ze mi sie udalo
Ten post zdecydowanie nastroił mnie pozytywnie:)
Gratuluję osiągnięć i życzę dalszych sukcesów. Mam nadzieję że do zobaczenia na pokładzie w przyszłości
Pozdrawiam!
18 infantow??? bylo wesolo w kabinie
czy na standardowym wyposazeniu jest tyle pasow dla infantow czy trzeba bylo sobie jakos radzic?
Zdjęcie MOBLO pocztówkowe!!!
Hubert miał rację warto było Ciebie przeczytać. Dzięki za motywację by pracować, by się szkolić, pocić, stawać na głowie.. by zostać pilotem.
Coś pięknego.
Wow! Piotr, widzę że masz stałą publikę – nie licząc rodziny. Dobrze, że piszesz. Dobrze, że realizujesz się jakoś – nawet nie wiesz jak może komuś pomóc, dać zachętę, motywację.
Śmieszy mnie trochę, że wolałeś się uczyć niż zwiedzić Ateny, ale w końcu – zapomniałem – jesteś ten parzysty