Pół roku przerwy i spokoju… wreszcie!

8 Listopad 2011

'a po ciężkim dniu pracy'...

'a po ciężkim dniu pracy'...

Minęło już całkiem sporo czasu od mojego ostatniego wpisu; dużo się też w tzw. międzyczasie wydarzyło; a im więcej czasu mija, tym trudniej zasiąść do pisania… a na dodatek, gdy się tyle wydarzyło, to o czym pisać a co pominąć?

Na początku zacznę od faktu, o którym już pokrótce wspominałem: mianowicie 10. września, po pół roku od rozpoczęcia typeratingu, moje ‘szkolenie’ (jeśli tak to można jeszcze nazwać) zakończyło się tzw. Final Checkiem, po którym z S/O zostałem oficjalnie F/O. To rozróżnienie miało jednak jedynie znaczenie ‘wewnętrzne’ jako że dla pasażerów czy jeśli chodzi o zakres funkcji pełniłem już oczywiście wcześniej wszelkie obowiązki F/O.

Nie piszę tego wszystkiego po to by się chwalić czy zbierać gratulacje… piszę to po to, by tym wszystkim osobom, które czytają te słowa i myślą poważnie o lataniu zawodowym dodać otuchy, zmobilizować i pokazać, że swój cel i marzenia w życiu można osiągnąć. Jeszcze nie tak dawno temu – raptem jakieś 3.5 – 4 lata – sam siedziałem przed komputerem i czytałem blogi innych pilotów a perspektywa latania mnie samemu wydawała się odległa, niepewna i jakoś tak mało realna… Ale jak widać, jak się czegoś chce i jest się dostatecznie zdeterminowanym, to ciężką pracą, poświęceniem, przygotowaniem na zmiany,  można ów cel osiągnąć.  Poza tym nie trzeba mieć wujka milionera (ja go nie miałem, swoje zobowiązania finansowe będę spłacał przez najbliższe kilka lat) – ale trzeba tylko chcieć.

Przez te dwa miesiące miałem rzecz jasna okazję wykonać wiele ciekawych lotów, sporo się nauczyć (ten etap się raczej nie zakończy) jak i poznać nowe lotniska, podejścia, inne warunku pogodowe itp.

gdzieś nad Frankfurtem w holdingu... a kilka tysięcy stóp nad nami majestatycznie 'szybował' B747

gdzieś nad Frankfurtem w holdingu... a kilka tysięcy stóp nad nami majestatycznie 'szybował' B747

Już 24. października miałem swój pierwszy check w symulatorze… no właśnie, czas przeleciał tak szybko – dopiero co zaczynałem typerating, siedziałem 2-3 razy w tygodniu w symulatorze, potem uczyłem się podczas latania na linii… a tutaj znów w moim planie znalazł się symulator… on będzie mnie już tak “prześladował” do końca życia i to co pół roku… :-) .

Ten symulator był niezwykły – gdyż był to mój pierwszy! Półroczny check w symulatorze i znów się wszystko psuło, paliło ale wszystkiemu dobrze zaradziliśmy i za każdym razem bezpiecznie lądowaliśmy. To daje wspaniałe poczucie i wzmacnia wiarę w siebie jako że wówczas widzi się, że nawet w sytuacji gdy pół czy 3/4 samolotu nie działa,  jest się w stanie wylądować i trafić w pas.

Innym razem będąc w Kopenhadze wykonałem swój pierwszy Go Around czyli odejście na drugi krąg – co prawda robiłem już coś takiego we Wiedniu ale wówczas wina leżała po stronie kontrolera. Tym razem to ja podjąłem taką decyzję – nie mam jeszcze za dużo doświadczenia w nocnych lądowaniach: niska podstawa chmur, jasno oświetlony pas i zmęczenie spowodowały, że wyrównałem trochę za wysoko… i gdy tak wisieliśmy nad pasem, wydawało mi się, że jesteśmy trochę za wysoko i ‘walniemy’ w pas mocniej (w ramach limitów oczywiście, ale nie nikt nie lubi tak uderzać w pas…). A na dodatek lądowanie będzie “dłuższe” (pas też się kiedyś kończy) stąd taką podjąłem decyzję. Przy okazji spaliłem jakieś 600-800 kg paliwa, pasażerowie mieli trochę emocji a nasze przybycie przed czasem zamieniło się w małe spóźnienie… no ale to normalna procedura, człowiek cały czas się uczy i jak to mawiają instruktorzy: lepiej o jeden raz za dużo niż o jeden raz za mało…

Teraz jeszcze czas na małe sprostowanie: w poprzednim poście pisałem, że po Final Checku mogę latać bez ograniczeń z każdym kapitanem – w 99% to prawda, jest jednak małe ale, o którym przekonałem się ostatnio – otóż, w ‘systemie’ figuruje jeszcze jako ‘inexperienced pilot’… i ta ‘metka’ znika po 100 godzinach od zdania Final Checku – do owych 100 godzin brakuje mi jeszcze 5 godzin, a zatem niewiele. Potem wreszcie znikną wszelkie ograniczenia :-) . O owych ograniczeniach dowiedziałem się ostatnio, gdy próbowałem zamienić się z innym ko-pilotem na lot do Warszawy – zazwyczaj owe połączenie jest wykonywane przez Fokkery 100 (należące do ContactAir, wykonujące to połączenie dla Swissu, pod znakiem Swissu), jednakże po lądowaniu B767 na Okęciu i zamknięciu lotniska wskutek zablokowania pasa kilka lotów anulowano i aby rozładować ‘tłok’ zdecydowano puścić A320… i już prawie, prawie bym się zabrał i poleciał… no właśnie wtedy pojawiła się kwestia owego w/w doświadczenia. Kapitan podczas tego lotu również miał status ‘inexperienced’ więc ja nie mogłem z nim polecieć – chodzi o to, aby dwie “mało doświadczone” osoby nie leciały razem…

Szkoda, Warszawa uciekła, Katowice przy okazji też (jak się później okazało, z powodu mgły samolot wpierw wylądował w Katowicach (do których w ogóle nie latamy) a po poprawie pogody w stolicy. Gdyby się udało, ‘zaliczyłbym’ oba ojczyste lotniska za jednym razem i złapał dwie przysłowiowe sroki za ogon… no cóż, może innym razem.

another busy day in Heathrow... ląduje A380 - tutaj to nic nadzwyczajnego

another busy day in Heathrow... ląduje A380 - tutaj to nic nadzwyczajnego

Żeby już nie mówić tyle o przeszłości a skupić się na teraźniejszości dodam na zakończenie krótki opis wrażeń z dzisiejszego lotu…

“400 feet” – mój ulubiony (syntetyczny) głos z głośników oznajmia nam, jak blisko ziemi jesteśmy.

“400 feet” oznajmiam kapitanowi, co on kwituje: “Land, CAT III Dual”!

Nic w tym nadzwyczajnego, choć procedura niecodzienna i pierwszy raz – w praktyce – mogę ja zastosować. Będzie lądował autopilot, tzw. Autoland, a to wszystko w kategorii ILS CAT IIIb…

Jesteśmy w IMC (instrument meteorological conditions) – czyli w chmurach i przez szybę widzimy… nic nie widzimy, tylko mleko!  Gdzieś tam w tej bieli, raptem trochę więcej niż 100 m pod nami czeka na nas pas 01R w Oslo Gardemoen…

Wylatujemy rano o 8:00 z Zurychu, niestety już na starcie nabawiamy się opóźnienia: pogoda w Norwegii nie najlepsza; mgła oraz kiepska widoczność, w związku z czym kontrolerzy ze względów bezpieczeństwa zwiększają separację między lądującymi samolotami a tym samym zmniejsza się ilość lądowań na godzinę. Już w Zurychu przed wylotem dostajemy tzw. slot czyli okno startowe… nie ma sensu wylatywać wcześniej, gdyż w powietrzu musielibyśmy czekać w holdingu a tym samym zużywać niepotrzebnie paliwo. Ergo czekamy na ziemi…

Początkowo to ja miałem lądować – tak byliśmy umówieni z kapitanem, niestety pogoda pogorszyła się i zaszła konieczność owego autoland’u a takowe wykonuje kapitan (suma sumarum ląduje Airbus… ale to kapitan nadzoruje i decyduje :-) ). Przed podejściem wykonujemy niezbędną checklistę i już po chwili po ILSie, pięknie i gładko jak po nitce do kłębka, zbliżamy się do pasa, który gdzieś tam na nas czeka… gdzieś, gdyż nic nie widzimy i pas ukazuje się naszym oczom późno…

CAT IIIB – Decision Height czyli wysokość decyzyjna na wysokości 20 stóp – 6.1 m nad ziemią! mało! widoczność wymagana 125 m, my mamy raptem 300 m… Czuję duży respekt do tych podejść, trzeba dokładnie wiedzieć co robić… gdzie patrzeć i jak nadzorować… a wszystko dzieje się tak szybko… W razie gdyby zaświeciła się na czerwono lampka AUTOLAND w momencie gdy jest się tak blisko ziemi trzeba odejść na drugi krąg… a co zrobić gdy pożegna się jeden z autopilotów i pozbędziemy się redundancji?

Na szczęście 100 stóp nad ziemią kapitan widzi tzw. Approach Lights czyli światła podejścia i woła: “LANDING! – możemy kontynuować! Mikrochwilę później z głośników słyszymy “Minimum” i obserwujemy jak autopilot wyrównuje, zmniejsza ciąg i równiutku siada na środku i w osi pasa.. a wokół nas nadal mgła i mała widoczność.

“Runway 01R vacated” oznajmiam kontrolerowi – przy tak niskich minimach pogodowych na lotnisku w użyciu są tzw. LVP czyli Low Visibility Procedures – kontroler nie widzi nas ze swojej wieży dlatego oznajmiam mu, że zjechaliśmy i zwolniliśmy pas.

Witamy w Oslo!

Flying, Swiss made.

Piotr

“Fuel in the tanks is limited. Gravity is forever.”

Odpowiedzi: 12 to “Pół roku przerwy i spokoju… wreszcie!”

  1. Oliniusz powiedział/a

    Na szczęście nie wyszedłeś z wprawy ;)

    Mam nadzieję, że teraz to już będzie częściej, bo blog jest genialny!

    Dzięki i pozdrawiam.

  2. Szymon powiedział/a

    Jestem tylko klasycznym paxem, ktory troche fascynuje sie lotnictwem. Przeczytalem dzisiaj caly blog od A do Z, troche zona sie gniewa bo mnie “dzis nie bylo”. Blog super, przeczytalem z ogromnym zaciekawieniem. Mozna sie dowiedziec duzo rzeczy, intersujacych przecietnego kowalskiego. Zdjecia rowniez ciekawe i inspirujace.

    Gratuluje samozaparcia, checi, umiejetnosci i uporu dazenia do celu. Jestem tez troche zaskoczony, ze w te 3 lata moza zostac pilotem, zaczalem sie powaznie zastanawiac czy nie sprobowac, ale jzuz chba za stary jestem (29 lat). W kazdy razie gartuluje i sledze blog dalej z zaciekawieniem.

    Pozdrawiam z Krakowa
    Szymon

    • Piotr powiedział/a

      Witam,
      no mam nadzieję, że żona nie ma mi za złe nieobecności męża :-) Cieszę się, że blog się podoba i dziękuję za miłe słowa.
      Czy za stary… na to pytanie pewnie tylko Ty sam możesz odpowiedzieć – ale oczywiście ‘im dalej w życie’ tym trudniej, żona, rodzina… znam to :-)

      Dziękuję,
      wszystkiego dobrego,
      również pozdrawiam,
      piotr

  3. Anna powiedział/a

    Faktycznie masz niezłe pióro i bardzo cenne uwagi, za które dzięki. To bardzo budujące, że można w 4 lata dojść tak daleko jak ty, zwłaszcza dla mnie – osoby, która jest na razie na etapie “czytania blogów innych pilotów”.

    Mimo wszystko… Gratuluje F/O!!!

    Anna, EPKK, EPML

    • Piotr powiedział/a

      Witaj Aniu,

      dziękuję za miłe słowa.
      Życzę wytrwałości, sukcesu i samozaparcia… per aspera ad astra.
      Pozdrawiam,
      Piotr

      • Anna powiedział/a

        Dokładnie tych 3 rzeczy mi potrzeba, wiec też dziękuje za życznia.
        A mógłbyś napisać też na blogu – mając już teraz trochę szerszą perspektywę – Jakie inne szkoly w Europie byś polecił i z jakim mniej więcej kosztem trzeba się liczyć wybierając drogę jaką ty wybrałeś?
        A poza tym rozumiem, że znałeś niemiecki.

      • Piotr powiedział/a

        Niewiele jest takich programów w Europie: do głowy przychodzi mi Lufthansa, Swiss, KLM, AirFrance i chyba BA. Musiałabyś poszukać; nie mogę któreś z nich polecić, bo nie znam, ale wydaję mi się, że to wszystko dobre szkoły.
        Mailem prześlę Tobie dwa artykuły, które swojego czasu napisałem dla Przeglądu Lotniczego – tam znajdziesz wiele informacji.
        Koszt: ja wydałem ok. 120-135 tyś zł.
        Tak, znałem niemiecki; wszakże narodowy przewoźnik, jakim jest Swiss, szuka personelu, który mówi w języku tego kraju; tak samo będzie we wszystkich innych liniach (AirFrance francuski, KLM holenderski itp.), może za wyjątkiem krajów arabskich.
        Pozdrawiam,
        Piotr

  4. Marcin powiedział/a

    A czy mógłbyś podać swojego maila? Może jest na blogu, ale ja go nie znalazłem.

  5. Grzesiek powiedział/a

    Bardzo Prosiłbym Cię o kontakt, mam do Ciebie wiele pytań.
    Mam nadzieję, że udzielisz mi na nie odpowiedzi :)
    Pozdrawiam!

  6. kiju powiedział/a

    Piotrze jak moge z Toba porozmawiac w bardziej prywatny sposob ? ;) oczywiscie jesli to nie problem
    kiju27@wp.pl

  7. Max powiedział/a

    Piciu, świetny wpis. Cieszę się, że zamieściłeś trochę informacji konkretnych z normalnego dnia pracy (wiem, że w sumie zawsze się tak starasz, ale miałem dużą przerwę w czytaniu). Widzę, że powoli zaczynasz być konsultantem ds. lotnictwa :)

    Le pozdreaux,

    Max

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 43 other followers