Faza teoretyczna T1

28 lipca 2009

Jak ten czas szybko leci. Nie mogę uwierzyć, że minęło już 5 tygodni od rozpoczęcia szkolenia. Co więcej, mam już za sobą pierwszą fazę teoretyczną oznaczoną T1, i od poniedziałku 3.08 rozpoczynam blok teoretyczny T2 🙂

Kurs, który ja robię, jest ATPLowy; Swiss Aviation Training w ciągu roku ma 4 kursy: 2 ATPLowe oraz 2 MPLowe. Nie chcąc się zbytnio rozpisywać nt. różnic tych kursów, powiem tylko, że MPL jest zupełnie nowym podejściem do szkolenia: już od początku szkolenia kładzie się nacisk na środowisko pracy w załodze dwuosobowej w samolocie komunikacyjnym, czyli takim jakim będzie się latać potem zawodowo. ATPL bazowało na trochę innym przekonaniu: „stopniowo, od małego do dużego” 🙂

Głównym przedmiotem tego bloku teoretycznego było „Principles of Flight”, czyli Zasady Lotu. Poznawaliśmy budowę atmosfery, istotną rolą ciśnienia przy dokonywaniu pomiarów prędkości i wysokości, a także (a może przede wszystkim) – otrzymaliśmy odpowiedź na pytanie: Czemu samolot leci? 🙂 Oczywiście omówiliśmy także wpływ czynników na powstawanie siły nośnej, różne profile skrzydeł i wiele innych. Tempo na zajęciach było szybko, czego przykładem może być fakt, że materiał, który przerobiliśmy to już obowiązujący materiał na ostatecznym egzaminie za półtora roku…więcej nie dojdzie. Przedmiot ten jest niewątpliwie bardzo ciekawy a wiedza z tego zakresu istotna i niezbędna. Warto więc (co jest moim zamiarem) poświęcić trochę więcej czasu na ten przedmiot i – mimo, że więcej lekcji już nie będzie – powtórzyć sobie we własnym zakresie niektóre zagadnienia.

Oprócz tego mieliśmy zajęcia z Prawa lotniczego, gdzie poznaliśmy budowę przestrzeni powietrznej ze szczególnym naciskiem na przestrzeń szwajcarską, prawa jakie w niej rządzą oraz – co istotne – zasady ruchu. Tutaj, podobnie jak na drodze – obowiązuje np. zasada, że lecący z prawej ma pierwszeństwo. Pikanterii całemu lotnictwu dodaje fakt, że w odróżnieniu do ruchu drogowego, tutaj mamy 3 wymiary – co niewątpliwie dodaje uroku ale także wymaga większej koncentracji i bacznej obserwacji przestrzeni nie tylko przed nami i z boku ale także pod i nad nami.

Na przedmiocie „Human Performance” zobaczyliśmy, jaki wpływ na człowieka i jego funkcjonowanie ma zmniejszone ciśnienie atmosferyczne (a co za tym idzie, mniejsza zawartość tlenu) a także jakie „zagrożenia” (Słońce, promieniowanie kosmiczne, odwodnienie etc.) czyhają na nas w powietrzu.

Czymże byłby samolot bez silnika? – szybowcem 🙂 Stąd kilka lekcji poświęciliśmy na omówienie budowy i funkcjonowania silnika na przykładzie Lycoming’a 🙂 (nota bene, firma założona przez kobietę, która zajmowała się budową silników wpierw do czołgów, a potem do samolotów…). Ale silniki te są rzeczywiście czołgowe: odporne i ‚nie-do-zniszczenia’. Jednym słowem niezawodne, a to dość istotne kryterium. Silnik lotniczy nie różni się wielce od silnika w samochodzie: większość z nich to tłokowe silniki czterosuwowe zapłonowe, 4-6 cylindrów  Czyli praktycznie taki jaki miałem w mojej Polówce 🙂 Oczywiście trochę przejaskrawiam, ale budowa i zasada działania jest bardzo podobna.

Kulminacyjnym momentem tego ostatniego tygodnia była przymiarka „mundurów”. Podczas faz praktycznych mamy obowiązek noszenia „mundurów”, w naszym przypadku były to czarne spodnie z paskiem, koszulka polo z logo szkoły i plakietka z nazwiskiem. W USA za rok będziemy już latać w koszulach i pod krawatem – a na ramionach koszuli „wymarzone” pagony (dwie sztuki :-). Rzeczy dostaliśmy oczywiście od szkoły, stąd przymiarka.

Corporate Identity

Corporate Identity

Trzeba powiedzieć, że szkoła jest dobrze zorganizowana i kładzie duży nacisk na jakość oraz odpowiedni poziom. Wysoki poziom szkolenia, sprzęt i kadra powodują, że Swiss Aviation Training cieszy się uznaniem w Europie i (ponoć) absolwenci tejże uczelni nie powinny mieć większych problemów ze znalezieniem pracy. Dodam jeszcze, że pierwszego dnia dostaliśmy wytyczne odnośnie ubioru i zachowania – szkole, jako że jest to w 100% spółka SWISS – zależy, aby zachowany był pewien poziom, a jej adepci – którzy będą kojarzeni z liniami lotniczymi – przyczyniają się do jej wizerunku. Mamy po prostu być zadbani, nie przychodzić w sandałach czy krótkich spodniach do szkoły, w mundurach nie kupować alkoholu czy chodzić do pubu na piwo. Zdążyliśmy się już o tym przekonać, gdyż będąc pewnego razu na lotnisku, ubrani jednakowo, przyciągaliśmy spojrzenia ludzi a co niektórzy nawet zagadywali.

To tyle na dzisiaj.

Flying. Swiss made.
Piotr

Reklamy

Na dobry początek

19 lipca 2009

Mimo, że szkolenie rozpocząłem 22. czerwca, a teraz mamy lipiec, pomyślałem, że się cofnę do początku, aby chronologii stało się zadość.

Wszystko jakoś tak szybko się potoczyło, dużo miałem na głowie: nowe otoczenie, sprawy administracyjno-organizacyjne, szkoła itp. Na dodatek w pierwszym tygodniu moje samopoczucie poszło mocno w dół, czułem się fatalnie do tego stopnia, że zacząłem się zastanawiać nad słusznością decyzji. Widać, za dużo zmian naraz. Ale nie trzeba było długo czekać, szybko mój nastrój uległ zmianie o 180 stopni i wszystko na powrót nabrało barw.

I taki stan rzeczy trwa, jestem przekonany co do słuszności swojej decyzji i cieszę się, że tu jestem.
Kurs rozpoczął się 22. czerwca: jest nas osiemnaście osób, 1 kobieta – Niemka, 10 Szwajcarów, jeden Austriak, ja a reszta to Niemcy. Niemcy dominują, to normalne, gdyż jak ktoś się nie dostał do Lufthansy, to kolejnym, najbardziej logicznym krokiem jest Swiss (który nota bene należy w 100% do LH).

Ludzie młodzi, jest jedynie trójka starszych ode mnie, najmłodszy ma 20 lat! Wielu nie posiada żadnego doświadczenia lotniczego, ale są też osoby, które mają juz licencję turystyczną. Ja, z moim raczej skromnymi 20 godzinami na szybowcach, plasuję się w tym gronie bardziej „zaawansowanych” 🙂

Szwajcarzy są bardzo mili i życzliwi; atmosfera w szkole jest przyjazna, poziom wysoki, grono instruktorów dobre. Z tego co się słyszy, szkoła ma renomę jednej z najlepszych w Europie.

Wiedza
Czy wiedzę możne ważyć? Okazuje się, że tak. Tutaj jakieś 25-30 kg…

Pierwszego dnia dostaliśmy sporo materiałów (zdjęcie) a zarazem zapewnienie, że to nie wszystko. Nauki będzie sporo, choć jest to zupełnie inna nauka. Dodatkowo motywujące jest to, że już po pierwszych 3 tygodniach zaczynamy pierwsze loty, potem znów miesiąc teorii i potem 2.5 miesiąca latania… Program jest nabity, nie można sobie pozwolić na braki ani na absencję.

Ale dzięki temu szkolenie trwa trochę ponad 1.5 roku (dla porównania Lufthansa szkoli przez 2-2.5 roku). Więc ja raczej też preferuję taki program.
Zajęcia z reguły trwają od 8:15 do 16:30 / 17:20, z przerwą o 12:15 do 13:30 na lunch. Stołuję się w kantynie, która jest dla uczniów i pracowników, druga jest na lotnisku – wtedy można sobie zjeść obiad, na świeżym powietrzu, z widokiem na płytę lotniska i startujące samoloty 🙂

Szkoła wyposażona jest oczywiście m.in. także w symulatory. Poniżej dwa z nich:

A321
A321

Symulator A330/340
Mam nadzieję, że taki napis będzie u mnie za trochę ponad półtora roku – będzie to już ostatni etap – przeszkolenie na dany typ samolotu (oczywiście, nie zacznę od Airbusa A330 ani A340 🙂

Mieszkamy sobie w trójkę (z dwoma współlokatorami z kursu: jeden Niemiec, drugi Szwajcar, obaj 22 lata…) w mieszkaniu jakieś 20 minut autobusem od szkoły. Ale dzięki temu wynajem nie kosztuje majątku, a mieszkanie jest przytulne a zarazem duże. Okolica cicha, czysta (jak to w Szwajcarii), ludzie życzliwi, z okien widać co… – oczywiście samoloty :-)) Zdjęcia mieszkania i okolicy znajdziecie na Picasie.

Zwyczajem jest, że każda klasa (a są ich 4 w roku) posiada swoją własną stronę internetową. Jest ona co prawda po niemiecku, ale zapraszam do zaglądania.

www.pk309.ch

Więcej zdjęć znajdziecie na Picasie. Kto nie ma linka, proszę o kontakt.

Flying. Swiss made.

Piotr

P.s. Mój polski numer komórkowy jest cały czas aktualny – możecie na ten numer śmiało pisać SMSy. Z dzwonieniem trochę gorzej, bo od rana do późnego popołudnia mam zajęcia i nie mogę odebrać, zresztą jestem w roamingu. Ale jakby było coś ważnego to proszę o SMSa czy sygnał, to się skontaktuję zwrotnie.

Zaczynamy :-)

18 lipca 2009

Witam serdecznie wszystkich na moim małym blogu dotyczącym szkolenia w Swiss Aviation Training. Cel jest jeden: za trochę ponad półtora roku uzyskać licencję ATPL czyli Airline Transport Pilot License – najwyższa możliwa do uzyskania licencja pozwalająca, w majestacie prawa, na wykonywanie zawodu pilota dla samolotów o masie powyżej 5’700 kg i/lub więcej niż 9 miejsc.

Oczywiście celem nr „1 bis” jest możliwość wykorzystania tejże licencji w praktyce, stąd Swiss Aviation Training i Szwajcaria (ale o tym w osobnym wpisie).

W praktyce, czyli innymi słowy: wykonywanie jednego z najlepszych zawodów na świecie. Bo jakież inne stanowisko daje możliwość pracy ponad chmurami, zawsze (98%) w słońcu, z widokiem na naszą wspaniałą Ziemię z góry, z perspektywy ptaka?

Jak znajdziecie jakieś lepsze, dajcie mi znać 🙂

Póki co zapraszam do lektury.

Kilka uwag na wstępie:

1) Blog pisany jest z myślą o Rodzinie oraz najbliższych przyjaciołach, znajomych i znajomych królika.

2) Ale także dla tych wszystkich osób myślących o tym samym zawodzie, zadających sobie podobne pytania, a przede wszystkim pytanie: jak uzyskać wymarzoną licencję. A że nie jest to łatwe, a dróg jest wiele, więc postanowiłem skreślić kilka słów co i jak. Może się przydadzą komuś.

3) W związku z powyższym oznajmiam, co następuje: funkcjonują na tym blogu tagi. Dla tych zainteresowanych tylko i wyłącznie lotnictwem: filtrujcie sobie wpisy oznaczone tagami: LATANIE oraz TEORIA. Nie chcę Was zanudzać szczegółami z życia prywatnego. Dla Bliskich: możecie czytać wszystko 🙂

4) Wszelkie pytania, uwagi i sugestie mile widziane. Piszcie – zawsze odpowiem. Proszę tylko o cierpliwość w oczekiwaniu odpowiedzi, bo czasu może mi nieraz trochę braknąć.

Flying. Swiss made.

Piotr

Jeden z powodów :)

Jeden z powodów dla którego warto latać 🙂