Moje ‚pierwsze razy’

19 września 2009

Navigate
Navigate

„Grenchen Tower, HB-PPY, Holding Point RWY 07, for circuits, ready for departure.”

Ale ten czas szybko leci. Minęły już dwa tygodnie od rozpoczęcia F2, zostało „raptem“ 8 tygodni do końca fazy praktycznej F3, a tym samym do końca latania wg zasad lotu z widocznością VFR (Visual Flight Rules; w przeciwieństwie do IFR, Instrument Flight Rules, zasad lotu wg wskazań przyrządów) i do końca latania w tym roku kalendarzowym.

Ten tydzień obfitował w ciekawe loty i chwile. Wpierw mieliśmy okazję lądować po raz pierwszy w naszej lotniczej karierze na innym lądowisku niż nasze dobrze znane Grenchen. Padło na Neuenburg / Neuchâtel (LSGN), miasteczka położonego u brzegu jeziora Lac de Neuchâtel (a pro pos: jest to największe ze wszystkich jezior Szwajcarii położonych całkowicie na jej terytorium).

Neuchâtel

Oprócz samego urokliwego położenia nad jeziorem, u stóp gór Jura, ciekawe jest samo podejście nisko nad domami i drzewami oraz stosunkowo stromy kąt podejścia 4°. Podejście zatem, nie dość że do nowego lądowiska, to jeszcze stosunkowo wymagające: najpierw stosunkowo nisko nad górką z domami i drzewami (stał nawet jeden kran) a potem stromo w dół, bo pas krótki i trzeba się zmieścić, czyli innym słowy: tak podejść, by wykorzystać możliwie jak najwięcej pasa.

VAC, czyli Visual Approach Chart

VAC, czyli Visual Approach Chart

Dodatkowe małe utrudnienie i swojego rodzaju ciekawostka: przez koniec pasa (bądź początek, zależnie od kierunku lądowania, który to zależny jest od wiatru) przebiega… ulica publiczna! prowadząca do domków. Miejscowi wiedzą, że należy uważać na lądujące bądź startujące samoloty i się zatrzymać. Nie mniej bądź jednak turyści czy mniej obeznane z miejscem osoby po prostu wjeżdżają na pas. Stąd należy czujnie obserwować co się dzieje i być przygotowanym na ew. go-around i ponowne podejście.

Lac de Neuchatel
Lac de Neuchâtel

Pogoda, w porównaniu do poprzedniego tygodnia, nie rozpieszczała nas: rano niska podstawa chmur, mgła, opady deszczu. Nierzadko więc pierwszy lot odbywał się dopiero popołudniu; nie stanowiło to aż tak dużego problemu gdyż program na ten tydzień przewidywał mniej lotów, zazwyczaj jeden dziennie. Głównym punktem tego programu było przygotowanie nas do lotu samodzielnego oraz do lotów nawigacyjnych, które będą miały miejsce w kolejnym, trzecim tygodniu. Tak więc w planach mieliśmy:

  • lądowanie „bez silnika“ (symulowana awaria silnika, instruktor zmniejszał obroty do zera, a my mieliśmy tak rozdysponować wysokością by dolecieć do lotniska)
  • symulowane lądowanie w terenie przygodnym – najważniejsza nasza pierwsza reakcja, czyli zabezpieczenie prędkości i ustawienie jej na tzw. prędkości najlepszego szybowania, wybór odpowiedniego pola i podejście do niego. Niestety, ze względów bezpieczeństwa nie ćwiczy się już lądowania w terenie przygodnym, tylko krótko przed, przerywa i robi tzw. Go-Around (nie wiem jak to się określa po polsku)
  • wspomniane już lądowanie na innym lotnisku.

W czwartek, 17. września odbyły się nasze pierwsze loty samodzielne – zupełnie niespodziewanie, gdyż początkowo w planie były pierwsze loty nawigacyjne. Ale że pogoda nie była sprzyjająca, stanęło na kręgach lotniskowych. I tak wpierw dwa loty kontrolne z instruktorem, a następnie – samodzielne! 🙂 Miły to moment, kiedy człowiek zdaje sobie sprawę, że jest sam w samolocie, że teraz on tu rządzi i decyduje i w razie czego – jest zdany tylko na siebie. No a oprócz tego samolot lepiej przyspiesza i się wznosi 🙂

W piątek plany w ciągu dnia się ponownie zmieniły, i zamiast kolejnych kręgów lotniskowych, część osób poleciała na swój pierwszy lot nawigacyjny. Jako że ja już tego dnia leciałem (kręgi lotniskowe solo), a i tak zostaję na weekend w Grenchen, więc zamiast wracać do domu, postanowiłem się zabrać z koleżanką i móc rozkoszować się widokami, wygodnie siedząc na tylnym siedzeniu, nie martwiąc się po raz pierwszy o sam lot i robić zdjęcia 🙂

Eiger, Mönch, Jungfrau
Eiger, Mönch, Jungfrau

Ziemia z lotu ptaka jest naprawdę piękna! Szwajcaria, mały górzysty kraj, jest dobrym tego przykładem: góry, lasy, jeziora, rzeki, wszystko nabiera nowych nieznanych dotąd kształtów, nowa perspektywa. A że to niewielki kraj, więc już po kilku minutach lotu było wspaniale widać Alpy: północną ścianę Eigeru, Jungfraujoch i Mnicha. Widoki fantastyczne.

Przyszły tydzień będzie obfitował w takie wydarzenia i chwile  – rozpoczynamy loty nawigacyjne po Szwajcarii; lądować będziemy między innymi w Bernie, Lozannie, Yverdon, Ecuvillens.

Błękit
Błękit

Pilot on a date: „Enough about me baby, let’s talk about my flying!”

(Pilot na randce: „Wystarczy tego gadanie o mnie Kochanie, porozmawiamy o moim lataniu!“)

Flying. Swiss made.

Piotr

Reklamy

Aviate!

12 września 2009

Niestety przerwa pomiędzy obecnym a poprzednim wpisem była dłuższa niż zamierzona, ale to z powodu czynników zewnętrznych. W zeszłym tygodniu odmówił mi posłuszeństwa –  po długiej, wspaniałej czteroletniej współpracy, mój „przyjaciel” i współtowarzysz wielu wieczorów, moja druga pamięć, notatnik, kalendarz – mój dysk twardy 🙂

Winowajca
Winowajca

No jasne, żaden to problem przecież, powiecie – kupić nowy dysk i wymienić. Niestety, jestem poza domem, ze sobą mam to wszystko, co pomieściło się w dwóch walizkach, znaczy się w jednej dużej i jednej małej. No i zaczęła się heca – najpierw znalezienie sklepu, który posiada w asortymencie ów typ dysków (a mój laptop ma już 4 lata…) kupienie go, no i najistotniejsze – zamontowanie. Ale dzięki uprzejmości panów z serwisu (samolotowego, rzecz jasna :-)), którzy użyczyli mi narzędzi, i dzięki Internetowi, który „zaopatrzył” mnie w instrukcję demontażu (żadne tam 4 śrubki; 30 śrubek i 2 godziny pracy :-)) mogę oto znów kontaktować się ze światem.

Minął pierwszy tydzień lotów. Tydzień pod znakiem „powtórki” – jak to  jeszcze raz było z tym odpalaniem silnika? 🙂 A także: kręgi lotniskowe, procedury operacyjne, nauka na nowo checklist (choć tym razem przyszło to dużo łatwiej, gdyż już raz je „umiałem”) itp. Człowiek w miarę szybko odnajduje się w samolocie a widok za szybą cieszy oko i duszę. Mamy piękną wrześniową pogodę, 20-25 stopni, lekki wiaterek i bezchmurne niebo – przynajmniej ten tydzień takowy był. A rano – tajemnicza mgiełka.

Poranna mgła
Poranna mgła

Pobudka o 7.00, prysznic, kawa i śniadanie. O 7:40 odbiera nas koleżanka i wiezie na lotnisko. Zakładamy nasze żółte odblaskowe kamizelki i idziemy przygotować samolot. Wyciągnąć go z hangaru, obejść i sprawdzić skrzydła, kadłub, śmigło, skontrolować lampy, paliwo, olej, ciśnienie w oponach; wypełnić papierki i na 8:15 na briefing. Tamże krótkie omówienie programu na dany dzień i pierwsza osoba może się szykować do lotu. Latamy w małych grupkach,  po jednym instruktorze  i trójce uczniów. Kiedy pierwszy leci, nie oznacza to dla reszty dosypiania – w tym czasie można sobie przypominać procedury, uczyć się checklist, symulować i wizualizować lot, „biegać” kręgi lotniskowe na ziemi (celem nauki) itp. Codziennie robimy po 1-2 loty, ale i tak czas „zlatuje” szybko. W przerwie obiadowej (12:15 – 13:30) posiłek, chwila odpoczynku i dalej. Po lotach należy schować samolot do hangaru (‚zhangarować’), wprzódy go umywszy z much i owadów. Potem szybki debriefing, czyli podsumowanie i omówienie dnia i można, zmęczonym ale zadowolonym, udać się do domu. Człowiek jest na tyle znużony, że już o 22.00 powoli zasypia.

Dla tych osób, które się jeszcze nigdy z tym nie zetknęły – poniżej przykładowa checklista, którą muszę znać na pamięć (nie wszystkie należy umieć). Samolot Piper Archer, końcowa checklista przed startem:

Complete Check before Departure:

1. Window……………………CLOSED

2. Fuel Pump……………….ON

3. Landing Light…………..ON

4. Anti-Collision Lights…ON

5. Pitot Heat………………..AS REQUIRED

6. Transponder……………ALT

7. Door……………………….LATCHED

READY FOR DEPARTURE


Może wydaje się to skomplikowane i trudne; ale po pewnym czasie i wprawie przychodzi to samo, tym bardziej, że większość checklist (a pro pos: pozdrowienia dla kolegi zza biurka pewnej firmy w Tarnowie Podgórnym) jest „logiczna”. Znaczy się, oczywistym jest, jak w przykładzie powyższym, że przed startem zamykamy okno i drzwi, włączamy światła i pompę paliwa.

Przyszły tydzień stoi pod znakiem pierwszy samodzielnych lotów. Jeśli instruktor stwierdzi, że jesteśmy gotowi i ‚poradzimy’ sobie, to puszczają nas samych! (tak, zupełnie samych!) na pierwszy lot wokół lotniska. A dalej w programie pierwsze loty nawigacyjne po Szwajcarii, już nie mogę się doczekać! polecieć w Alpy, pod Mont Blanc i górę Gór – Matterhorn!

Widoki...
Widoki…

Co do Grenchen, miasteczka, w którym mieści się lotnisko, z którego latamy: małe, sympatyczne miasteczko. Pewnie większość z Was powie, że nigdy nie słyszało nazwy tej miejscowości. Natomiast pewnie większości z Was „obija” się o uszy nazwa „BREITLING”… ach, to te drogie zegarki. To właśnie tutaj mieści się siedziba firmy, założona przez Leona Breitlinga w 1884 r.

Fortis – to też Grenchen. Zapytacie o RADO – produkowany w miejscowości Lengnau, niedaleko Grenchen. Chyba nie ma się co dziwić, zważywszy, że znajduję się w krainie zegarmistrzów.

Przywieźć Wam coś? 🙂

Na zakończenie cytat:

„The way I see it, you can either work for a living or you can fly airplanes. Me, I’d rather fly.” Len Morgan

Flying. Swiss made.

Piotr

Ogłaszam oficjalny koniec teorii. No, to nie do końca prawda – koniec bloku teoretycznego T2. Przede mną dobre 10 tygodni latania (!) w Grenchen (poniżej link do Google Maps).

Grenchen

Przede mną faza praktyczna F2 oraz F3. Co do F2: przez najbliższe 5 tygodni cała nasza grupa idzie razem latać (oprócz osób posiadających już PPLa). Kulminacyjnym punktem tej fazy będzie pierwsze solo, czyli samodzielny lot. Co prawda na początku jest to „tylko” krąg wokół lotniska, ale te osoby, które mają to za sobą, wiedzą, że jest to niezapomniany moment w życiu. Takie chwile i te emocje się pamięta.

Z perspektywą na symulator :-)

Z perspektywą na symulator 🙂

Któż z nas (dla wyjaśnienia: miałem już pierwsze solo w szybowcu) nie uśmiecha się do chwili, w której to, lecąc, co moment zerknął na prawy fotel (bądź, jak w przypadku szybowca do tyłu) by z przyjemnością skonstatować brak instruktora, brak jakiejkolwiek innej osoby na pokładzie. I ta ogromna satysfakcja, że wszystko w tym locie, od A do Z, to my, każdy ruch skrzydła, każde zmiana kierunku, każda decyzja – nasza 🙂 Bezcenne!

Za całą resztę zapłacisz kartą Mastercard!…

Na płycie lotniska

Na płycie lotniska - kolega z kursu "wkręcił" mnie w grupę fotograficzną, która co jakiś czas "zwiedza" lotnisko. Wizyta na płycie bardzo ciekawa i obfitująca w fantastyczne obrazy. Emocje wielkie, zwłaszcza wtedy kiedy skrzydło potężnego Boeing'a 777-200LR (tak, to ten od rekordu) mija Ciebie w odległości 5 m, a ciepły powiew powietrza z silników mierzwi tobie włosy...

Tak więc nauka w tej fazie będzie zmierzała do tego właśnie momentu. W programie doskonalenie elementów lotu, lądowania, procedury awaryjnie, podstawy nawigacji itp. Słowem, przygotowanie nas młodych, ledwo opierzonych pisklaków, do wypuszczenia z gniazda 🙂 – samych!

Następnie, w fazie F3, dzielimy się na pół: połowa naszego zespołu wraca do Zurichu na pierwszą część bloku teoretycznego T3 (tzw. T3a), a druga połowa (m.in. ja) lata dalej (do ok. 10. listopada 2009). Choć i tutaj zapowiada się ciekawie: loty nawigacyjne z kulminacyjnym lotem 540 km. W planie są: Avignon, Perpignan, Cannes we Francji, Barcelona i być może nawet na kawę na Korsykę. Szczegóły będę znał krótko przed. Oczywiście ta trasa to więcej niż owe 540 km, ale latamy w czwórkę (3 uczniów + instruktor), stąd będziemy się zmieniać i tak każdy z nas zaliczy etap. Lot przez morze na wysokości 100 m – zapowiada się ciekawie. W takim to momencie człowiek (ponoć, bo jeszcze lot przede mną) głęboką wiarę i nadzieję pokłada w silnik przed sobą i wysokość pod sobą. No i ma nadzieję, że nie zachce się silnikowi sprawiać kłopotów. Innymi słowy: engine turns or passengers swim 🙂

Jak sami widzicie, latania będzie sporo! Coś czuję, że po tym wszystkim będę miał dość i z przyjemnością wrócę do dwuwymiarowego świata.

Dlatego kolejny punkt programu szkolenia bardzo cieszy: 10 dni ferii (wreszcie! pierwsze ferie w tym roku. Gdzie? Jak to – w Polsce 🙂 ). Następnie, od 23. listopada do 18. grudnia, czyli do krótko przed świętami Bożego Narodzenia: jakżeby inaczej – teoria!

Kończąc, pozwolę sobie zamieścić cytat:

„Pilots take no special joy in walking: pilots like flying.” (Neil Armstrong)

Flying. Swiss made.

Piotr

P.s. Zapomniałbym: dziś zdałem egzamin teoretyczny PPL! Hurra! 8 przedmiotów, kilkadziesiąt pytań z zakresu: prawa lotniczego, zasad lotu, człowiek i ograniczenia, procedury operacyjne, znajomość budowy samolotu, nawigacja, planowanie lotu oraz osiągi. Udało się za pierwszym razem, wiedzy sporo przybyło.

I na zakończenie: przeróbka-„parafraza” oficjalnych plakatów reklamowych naszej szkoły: PK 3/09 – to my 🙂

We make your aircraft fly

We make your aircraft fly