Przerwa :-)

30 listopada 2009

Drodzy Czytelnicy,

tych, których tu regularnie zaglądają licząc na nowy post, proszę jeszcze o chwilę wyrozumiałości i cierpliwości. Nie zapomniałem o blogu ani o czytelnikach, ale miałem wiele spraw na głowie związanych z… ślubem 🙂

Otóż 28.11.2009 r. pobraliśmy się  z Kasią… co to był za ślub 🙂

Co do szkolenia, pokrótce: jestem znów w Zurychu, na bloku teoretycznym T3a. W programie głównie powtórki choć podczas zajęć, oprócz powtórek, poszerzamy także naszą wiedzę o nowe zagadnienia, a w niektóre tematy się dodatkowo zagłębiamy. Nowe przedmioty to m.in. radionawigacja oraz Airframes & Structures 🙂

Więcej niebawem 🙂

Flying. Swiss made.

Piotr

Reklamy

Udało się 🙂 Egzamin zdany wczoraj, oficjalnie mam licencję w ręku i mogę latać.

Pogoda w czwartek lepsza niż w środę, kiedy to zdawały pierwsze osoby z kursu. Nadal wiało mocno, ale po przejściu frontu było mniej chmur, podstawa wyższa, więc ucieszyłem się, kiedy zobaczyłem takie warunki.

Rozpocząłem przygotowania od zebrania danych meteo, NOTAM i tzw. KOSIF (w Szwajcarii armia regularnie ćwiczy, także w powietrzu; stąd codziennie publikują gdzie w tym dniu będą strzelać. Zrozumiałe, że wtedy w taki rejon lepiej nie wlatywać, ew. zapytać o zgodę na przelot. Bo mogłoby się zdarzyć, że nagle pocisk oderwie nam pół skrzydła 🙂 )

Następnie briefing z egzaminatorem, ostatnie przygotowania, sprawdzenie samolotu i zaczynamy. Pogoda ładna, wiatr południowo-zachodni wiał, więc należało wziąć małą poprawkę na wiatr przy kursie, co mi się mniej lub bardziej udaje. Dolatuję do dwóch punktów docelowych, „interseptuję” czyli przechwytuję radial 229 stacji VOR (radionawigacja), załatwiam przelot przez TMA Berna. Po następnych 20 milach przygotowuję się do lądowania w Ecuvillens, zwanym też lotniskowcem, ze względu na charakterystyczne położenie na górce; a także panujące tam wiatry, często wiejące z boku. Z powodu wiatru wlatuję w krąg dość późno i mało precyzyjnie, co skutkuje późną stabilizacją na podejściu, ale lądowanie dobre, w przepisowych 150 m.

Krótkie omówienie lotu oraz dalszego programu i ruszamy w trasę powrotną. Teraz należy poprawnie i w limitach wykonać kilka ćwiczeń w powietrzu. Udaję mi się to, wchodzę na 7.500 stóp, omijam chmury, załatwiam przelot przez TMA Payerne. Była nawet nawet chwila ubawu, gdyż kontroler powiedział: „expedite crossing, expedite”, czyli że mam pospieszyć się z przelotem przez jego strefę… no cóż, nasz mały Piperek nie poleci więcej niż 110 węzłów, przecież nie dodam gazu, bo nie mam go więcej, przepustnica była otwarta do końca :-))

Im bliżej gór Jura, tym podstawa niższa i tak musiałem schodzić 1.000 stóp/min by nie wlecieć w chmury; powrót do Grenchen to już na wysokości 3.000 ft. Pierwsze lądowanie bez klap, wiatr w nos 13 węzłów. Drugie podejście egzaminator woła „Go Around!” by zobaczyć jak wykonuję ten manewr, z pełnymi klapami i już blisko ziemi. Ostatnie, normalne lądowanie; choć i tutaj wiatr silnie wieje i musiałem doliczyć 8 węzłów do prędkości lądowania. Na dodatek egzaminator zakrył mi prędkościomierz by sprawdzić czy i bez niego sobie radzę 🙂 Lądujemy, kołujemy i otrzymuję uścisk dłoni od sympatycznego pana egzaminatora. Zdałem 🙂

Małe podsumowanie, sam byłem ciekaw. Przez te 9 tygodni (faza F2 oraz F3):

  • zdobyłem 51 godzin 45 minut Blocktime (czyli od zwolnienia hamulców i rozpoczęcia kołowania do zaciągnięcia hamulców)
  • 41:08 godzin True Flight Time – czyli od oderwania się kół od powierzchni pasa do lądowania
  • wykonałem 143 podejścia do lądowania, z czego 115 lądowań i 28 ‚Go-Around’ (przerwanie podejścia/lądowania, dodanie gazu i powrót do kręgu; może to być spowodowane niestabilnym podejściem, zablokowanym pasem itp.)
  • przed mną dobre 10 dni ferii 🙂
Go-Around

Go-Around

Jakby kto miał ochotę na lot zapoznawczy po pięknej Szwajcarii, to zapraszam 🙂 Naprawdę warto, okolice wokół Grenchen są ładne, Jura, jeziora i widok na ośnieżone szczyty alpejskie.

Flying. Swiss made.

Piotr

P.s. Kilka zdjęć z ostatniego lotu do Zurichu, mojej przyszłej „bazy” 🙂 Najlepsze lotnisko w Europie!

Zurich, LSZH

Zurich, LSZH

Lądujemy na pasie 14

Lądujemy na pasie 14

Swiss Aviation Training z góry :-)

Swiss Aviation Training z góry 🙂

Hurra!

Hurra!

W tym tygodniu kończę z lataniem na ten rok kalendarzowy, kończę fazę lotniczą F3. Ukoronowaniem tego etapu jest podejście do egzaminu do PPLa :-).

PPL czyli Private Pilot Licence. Jest to pierwsza i podstawowa licencja na mojej drodze, pozwalająca na wykonywanie prywatnych, niezarobkowych lotów wg zasad z widocznością. Mogę pożyczyć sobie samolot, zaprosić rodzinę, znajomych i polecieć sobie na mały (lub duży) lot. Super sprawa! [oczywiście, muszą być spełnione pewne warunki: pogodowe – widoczność, podstawa chmur; póki co nie posiadam też uprawnienia by latać w nocy, więc wylądować muszę jeszcze za dnia]

Egzamin mam w czwartek 5.11.2009 rano (jeżeli pogoda pozwoli); egzamin trwa około 2:00 godzin i składa się z dwóch części: nawigacyjnej i ćwiczebnej. Najpierw muszę wykonać lot do innego lotniska, nawigując po okolicy z mapą i kompasem, przestrzegając struktury przestrzeni powietrznej, pilnując czy aby nie ma samolotów w moim pobliżu mogących stanowić ryzyko kolizji itp. Po prostu mam udowodnić, że wiem co robię, że panuję nad samolotem, że wiem gdzie jestem i dokąd chcę lecieć i jak się tam dostać. Takie prawo jazdy na samolot 🙂

Lądowanie na „obcym” lotnisku, w moim przypadku Ecuvillens (LSGE), znane z lądowań z bocznym wiatrem 🙂 Następnie druga część egzaminu: kilka ćwiczeń w powietrzu: steep turns, czyli zakręty z pochyleniem więcej niż 30 stopni (45 i 60), przeciągnięcia w różnych konfiguracjach i kilka innych. Na zakończenie powrót do Grenchen, jedno lądowanie bez klap a drugie już „normalne”, oczywiście wszystko w ramach tolerancji, czyli dla nas: lądowanie musi zamknąć się w 150 m.

I to by było na tyle; cieszę się szczerze mówiąc, że dobiega końca praktyka i przede mną ferie i kilka dni w Polsce. Jeszcze co prawda nie mam mieszkania w Zurichu, a teorię rozpoczynam już 23. listopada… coś wymyślimy 🙂

Flying. Swiss made.

Piotr

P.s. Przydałby się jakiś dowcip…

Wieża: Wasza wysokość i pozycja?
Pilot: Mam 180 cm wzrostu i siedzę z przodu po lewej…