Czas leci szybko – a ja już po pierwszej rotacji (3-dniowej) pełnej wrażeń… no i po raz pierwszy siedząc po prawej stronie w rzędzie ‚0″.

Pierwszy dzień pracy zaczyna się wcześnie: 5.00 rano pobudka; 5.45 lotnisko i zebranie danych pogodowych; plan lotu, NOTAM i inne. 6:10 przyjście kapitana, który proponuje, że to on poprowadzi ten pierwszy briefing. Pogoda jest dobra na tyle, że możemy planować lot bez lotniska zapasowego. Następnie udajemy się na briefing z załogą pokładową by po chwili być już w drodze do samolotu… no i pierwszy raz A321 (mój ulubiony 🙂 .

Podczas pierwszych trzech rotacji towarzyszy mi tzw. AFO czyli Assisting First Officer. Podczas gdy kapitan udaje się na obchód samolotu, my robimy tzw. Cockpit Preparation i programujemy komputery. Jak się podczas tych trzech dni okaże, najbardziej stresogenny będzie czas na ziemi przed startem, w powietrzu nastaje względny spokój…

Szybciej niżbym tego chciał sam, jesteśmy wypychani i uruchamiamy silniki. Kołujemy na pas i oto nadchodzi moment, gdy pierwszy raz mogę startować samolotem pełnym pasażerów. Pogoda piękna, niebieskie niebo… V1, Rotate… przednie koło odrywa się od ziemi a w ślad za nim po chwili podąża podwozie główne… Gear Up!

Lot do Barcelony mija spokojnie, widoków nie brakuje i oto nadchodzi czas pierwszego lądowania… sadzam samolot na pasie i to wcale nie z „oczekiwanym uderzeniem” (w końcu to moje pierwsze lądowanie…).

Kołujemy, następuje wymiana pasażerów i powrót do Zurichu… Potem jeszcze lot do Wiednia i tam koniec dnia: Nightstop.

Drugiego dnia powracamy do ZRH, następnie lecimy do Berlina (oj, przywalam w pas…), wracamy z powrotem i tak kończy się mój dzień pracy. Ostatniego trzeciego dnia lecimy do Pristiny w Kosowie, tym razem nie bezpośrednio jako Swiss lecz jako nasza spółka córka Edelweiss. Widoki znów piękne, teren górzysty, lot długi a podejście niczego sobie… VOR 35 znad wysokiego terenu… tutaj przydaje się doświadczenie i wsparcie kapitana.

Powrót mija nam spokojnie i tak kończy się moja pierwsza rotacja… już nie mogę się doczekać kolejnej (a to już dziś).

Na dziś tylko tyle i bez zdjęć bo czas goni…

Flying, swiss made.

Piotr

„You start with a bag full of luck and an empty bag of experience. The trick is to fill the bag of experience before you empty the bag of luck.

Reklamy
nowiutki 320

nowiutki 320

Start i lądowanie A320 zaliczone. Polecieliśmy do Słowenii, do Maribor nad rzeką Drawą, LJMB.

Firma miała do nas widać zaufanie, bo dała jeden z najnowszych we flocie Airbusów 320… miał zaledwie 2 miesiące. Co tu dużo mówić, dziś mniej tekstu za to więcej zdjęć.

CAVOK

CAVOK

Uczucie całkiem sympatyczne, wiedząc że steruje się takim niemałym samolotem; i nawet udało nam się trafiać w pas 🙂 Przy kolejnych Touch and Go, drzemiąca w tych nowiutkich silnikach moc wciska nas kilka cm głębiej w fotel by raptem po kilkuset metrach samolot znów w dzikim porywie poderwać do lotu, grzebiąc oszalały wariometr w górnej części skali…

Wskutek małej zmiany w planie, pierwszy lot dopiero 16. czerwca do Barcelony; mam zatem kilka dni na przygotowanie się, przygotowanie destynacji do których polecę.

Flying, Swiss made.

żegnamy Zurich

żegnamy Zurich

i znów Alpy

i znów Alpy

Maribor, Słowenia, LJMB

Maribor, Słowenia, LJMB

Swiss 1

Swiss 1