Lipcowy plan zajęć…

26 czerwca 2012

Lipiec

Lipiec

Niestety brak czasu i weny nie pozwalają mi ostatnimi dniami na umieszczanie wpisów, zatem zamieszczam chociażby plan na nowy miesiąc, żeby nie było takiej pustki…

Lipiec zapowiada się tak: mniej lotów wczesnoporannych, dwa loty nocą (OPO – Porto oraz SKG – Thessaloniki). Oprócz tego dwa dni „standby” czyli mam dyżur… cyfra oznacza godzinę, od której mogą do mnie dzwonić… niestety aż tak niemiłosiernie rano. Znaczy – mogą zadzwonić do mnie o godz. 4.00 rano, a godzinę później ja muszę być już na lotnisku – mam tylko nadzieję, że telefon nie zadzwoni.

Jeden dzień rezerwy: jak sama nazwa mówi, jestem jakoby ‚zapasem’. Jak coś lub ktoś pomiesza szyki we światku lotniczym to mogą mnie zaplanować i przydzielić lot – ale w odróżnieniu od STBY, muszą mnie poinformować najpóźniej poprzedniego wieczoru.

Z nowych destynacji ‚odwiedzę’ Porto, Menorkę, Bodrum w Turcji oraz Olbię na Sardynii, na którą się wyjątkowo cieszę, gdyż swojego czasu miałem okazję samemu podziwiać okazałość tej pięknej włoskiej wyspy.

Wszystkie noclegi w domu, co też jest przyjemne 🙂

A czerwiec: minął spokojnie, zaliczyłem Sharm el Sheik w Egipcie, Monachium oraz Hanower. Przy lądowaniu w Madrycie w moją cześć szyby przedniej uderzyła jaskółka (?) co u mnie skończyło się odwróceniem twarzy w momencie uderzenia (kurcze, instynkt, nic nie można na to poradzić) a u jaskółki… no cóż, końcem lotu, chyba na zawsze…

Oprócz tego pomyślnie zdany ‚route check’ (instruktor nie raczył zadać ani jednego pytania, tylko siedział i nas obserwował); następny dopiero za rok, a w międzyczasie jak zawsze symulator, badania medyczne i RGC… takie życie :-).

Flying. Swiss made.

Piotr

„You know you’ve landed with the wheels up when it takes full power to taxi to the ramp.”

Reklamy

Rok później…

20 czerwca 2012

Minął właśnie rok od mojego pierwszego lotu ‚na linii’: 16. czerwca 2011 r. o 7.26 rano zostaliśmy wypchnięci i wszystko działo się po raz pierwszy – na żywo, z pasażerami z tyłu.

Siedzieliśmy w trójkę w A321: kapitan, ja oraz tzw. AFO czyli Assisting First Officer, który przez pierwsze dwie rotacje siedzi z tyłu i ‚pomaga’ mi w ogarnięciu tego całkiem nowego otoczenia. Ale i tak wszystko działo się za szybko jak dla mnie, i kiedy startowaliśmy to ja psychicznie byłem jeszcze przy kołowaniu do pasa 🙂

I tak miało być przez kolejne dni i pierwsze loty, a ja z każdym lotem coraz bardziej „doganiałem” kapitana 🙂

A rok później: wylatałem ponad 730 godzin na wszystkich Airbusach będących na wyposażeniu floty (7 A319, 24 A320 oraz 7 A321). Odwiedziłem dokładnie 50 różnych destynacji, od Oslo po Hurghadę, od Moskwy po Teneryfę. Wykonałem ponad 350 lądowań, łącznie i w dzień i w nocy, jako PF i PNF a także będąc świadkiem jak ląduje sam pan Airbus (Autoland).

Zdarzało mi się lądować za dnia i w nocy, łagodnie a także twardo lub twardziej, w deszczu oraz przy pięknej pogodzie, z wiatrem w plecy (jak zawsze Zurych) lub wiejącym prosto w nos, w prawy bądź lewy bok, zimą na śniegu oraz na rozgrzanym betonie, 75 tonowym A321 lub ‚lekkim jak piórko’ 50 tonowym A319, z zachodzącym bądź wschodzącym Słońcu lub przy świetle Księżyca…

Ciekaw jestem co przyniesie ze sobą kolejny rok…

Flying. Swiss made.

Piotr

„Try to learn from the mistakes of others. You won’t live long enough to make all of them yourself.”

Nawet zwierzęta nie stronią od transportu lotniczego. Najczęściej zdarzało nam się przewozić psy, ale w ładowniach mieliśmy także myszy, ryby tropikalne a ostatnio podczas nocnego lotu do Thessalonik załadowane były… robaki w ilości 20 kg… nie wiem czy Grecy nagle takimi zapalonymi wędkarzami się stali czy jakieś eksperymenty się szykują… bądź co bądź robaki w całości i szczęśliwie dotarły do celu.

Ale Tygrysy? To już zupełnie inna bajka. Jutro, podczas lotu do Sharm el Sheikhu polecą z nami dwa tygrysy, albo lepiej powiedziawszy: ‚tigers’. Jeden z nich usiądzie sobie wygodnie w klasie biznes, drugi w ekonomicznej. I nie ma w tym nic dziwnego, gdyż będą pełnić rolę tzw. sky marshals i w razie próby np. przechwycenia samolotu czy chęci jakieś innej destruktywnej działalności ich rolą jest zapobiegnięcie takiemu zdarzeniu.

Nie pomogą oni w okiełzaniu pijanego pasażera czy agresywnej pasażerki, gdyż nie taka jest ich funkcja, a samo zdarzenie mogłoby być jedynie manewrem mającym na celu odkrycie obecności takiego sky marshal na pokładzie. Zatem w takim przypadku stewardesy muszą poradzić sobie same – ale sam widziałem filmik instruktażowy i proszę mi wierzyć – są do takich zadań dobrze wyszkolone.

Na tym nie koniec obecności zwierząt w światku lotniczym… jeśli poszukamy to znajdziemy wiele przykładów tzw. bird strików (nie wesołe dla obu stron, pytanie dla której strony bardziej). Sam miałem okazję uczestniczyć w dwóch takich incydentach, ale na szczęście były to małe ptaszki…

Zderzenia z ptakami są naprawdę groźne i stąd lotniska inwestują niemałe sumy na technologie związane z odstraszaniem ptaków z terenów. A dlaczego trawom pozwala się urosnąć do pewnej wysokości a nie kosi się ich regularnie? Właśnie z powodu ptaków, gdyż te nie czują się w takiej trawie bezpieczne obawiając się drapieżników.

Są nawet takie lotniska, które zatrudniają profesjonalnych sokolników…

Bird Strike

Bird Strike Briefing

O szkodach, jakie potrafią wyrządzić ptaki może każdy sam się przekonać wpisując w wyszukiwarce do zdjęć hasło ‚bird strike’…

Na stronie www.avherald.com, dokumentującej wypadki oraz incydenty lotnicze znajdziemy wiele przykładów zderzenia z innym zwierzętami…kojotami, mrównikami, skunksami czy antylopami…

A tutaj jednej z najlepszych filmów dokumentujących skutki zderzenia z ptakiem.

To tyle jeśli chodzi o świat zwierzęcy a lotniczy… choć w tym miejscu przypomniała mi się jeszcze jedna ciekawostka. Swojego czasu podczas jednodniowego kursu nt. przewozu cargo drogą lotniczą prowadzący pokazał nam ‚biblię’, w której są zapisane wszystkie instrukcje dot. przewozu towarów samolotem – sposób zapakowania, zabezpieczenia ładunku itp. Na jednej stronie podane było jak właściwie przewozić… delfina… 🙂

Flying. Swiss made.

Piotr